Weekendowe smakołyki dla męża

Miniony weekend był dla mnie bardzo przyjemny. Przede wszystkim odpoczęłam od gotowania. Niby nikt mnie do tego nie zmusza, niby sama wzięłam to na swoje barki – no ale od tej świadomości nie byłam bardziej wypoczęta. ;)

W każdym razie prawie całą sobotę spędziłam na uczelni, rozkoszując się ostatnim dniem zajęć, gdy tymczasem mój dzielny mąż realizował kolejny punkt diety. Na sobotę i niedzielę przygotował dla siebie (i częściowo dla mnie) taki zestaw: Czytaj dalej Weekendowe smakołyki dla męża

Jak zmobilizować do odchudzania

W pierwszych wpisach dokładnie przedstawiłam naszą wspólną drogę do decyzji o przejściu na dietę. Pisałam o tym, co lubimy jeść, o naszych smakach i upodobaniach kulinarnych, o niezbyt dobrych wynikach badań. Myślę jednak, że jeśli jakaś kobieta czyta(ła) tego bloga, żeby znaleźć złotą radę, jak zmobilizować swojego partnera do odchudzania się, to mogła tego nie wyczytać. Jesteśmy w drugiej części pierwszego etapu tego projektu (i może ostatniego, sami nie wiemy jeszcze, co dalej), chciałabym więc jeszcze raz napisać, już trochę bazując na własnych doświadczeniach, co wydaje mi się ważne przy podjęciu takiej decyzji i co zrobić, żeby dało radę ją zrealizować. No i żeby facet stracił jedynie kilogramy, a nie chęć do życia. ;) Czytaj dalej Jak zmobilizować do odchudzania

Refleksje Męża

Mój odchudzający się dzielnie mąż poinformował mnie dzisiaj, że:

  • „To jabłko i wióry całkiem oki” – tak podsumował swoje dzisiejsze dietetyczne śniadanie do pracy;
  • „Jak już skończy się ta dieta, to wiesz, co zjem?” „Co” – spytałam, czekając, że ciasto, lody, pizzę, kawał salcesonu. „Całą michę surówki”.

Czytaj dalej Refleksje Męża

Trzeci tydzień diety

Jak wspominałam w poprzednim wpisie, w niedzielę była u nas z wizytą nasza dietetyczka. Trochę porozmawialiśmy o tym, jak dieta przebiega, co jest szczególnie trudne, które z potraw są trudno jadalne lub ciężko wykonalne (placki i naleśniki z mąki razowej!), no i o postępach w odchudzaniu (zdaniem naszej ekspertki mąż chudnie trochę za szybko). Konkluzją była jej obietnica urozmaiceń w jadłospisie i przygotowaniu paru nowych zestawów, i nasza deklaracja – że będziemy bardziej się starać przestrzegać tych zaleceń (zwłaszcza jeśli chodzi o regularność posiłków). Czytaj dalej Trzeci tydzień diety

Wycieczkowa dieta

Pisanie bloga i dieta mają ze sobą to wspólnego, że czasem się nie chce, a trzeba. ;) Rozleniwił mnie długi weekend, odpoczęłam od komputera (ale nie od gotowania), a jak się zrobi przerwę, to czasem trudno wrócić. Ale udało się. :)

Dieta podczas wolnych dni to jednak wyzwanie. Czytaj dalej Wycieczkowa dieta

Trudności

Po tych czterech dniach jedzenia zestawu numer 2 nadeszła niedziela, a wraz z nią zmiana na zestaw nr 3. Nie, nie będę już szczegółowo rozwodzić się nad smakami bądź „niesmakami”, aczkolwiek dla porządku przedstawię dania:

  • Na śniadanie – kanapki z łososiem i serem białym (w przepisie miał być kozi).

  • Na drugie śniadanie – orzechy arachidowe, jogurt i otręby pszenne (tak naprawdę mąż zjadł je dopiero w poniedziałek, czyli drugiego dnia jedzenia tego zestawu, bo jakoś zakupy nam nie wyszły).

  • Na obiad – sałatka z fasolką szparagową i kurczakiem (kurczak bardzo fajny, udka pieczone w musztardzie, mniam!).

  • Na podwieczorek – lekki kapuśniak (okazał się kolejnym hitem, tym razem również dla mnie).

  • Na kolację – kasza gryczana z brokułami, cukinią i pomidorem (znowu zdziwienie – mąż stwierdził, że kasza gryczana jest jadalna ;)).

Niedziela była siódmym dniem diety. Przyznam się, że w międzyczasie mąż się zważył (choć oficjalne zalecenie było takie, żeby zrobił to po pełnym tygodniu). Zrobił to, bo miał ciągle uczucie, że je za dużo i na pewno przytył. Jakież było jego zdziwienie – ale i zadowolenie, że waga poleciała w dół. :) Co ciekawe, moja też (bo zważyłam się dla towarzystwa). :D Czytaj dalej Trudności

Fasolowy zawrót głowy

Drugi zestaw (na kolejne dwa dni) wyglądał następująco:

  • Na śniadanie – pasta z tuńczyka z chlebem razowym i warzywami (sałata, pomidor, papryka)

  • Na drugie śniadanie – jabłko, jogurt i otręby pszenne.

  • Na obiad – duszone mięso indyka z fasolą i pomidorami.

  • Na podwieczorek – zupa pomidorowa z ryżem brązowym i bazylią.

  • Na kolację – naleśniki z mąki razowej z prażonymi jabłkami i cynamonem.

I to były dla mnie trudne dni. ;) Ale po kolei.

Zakupy zrobiłam dzień wcześniej. Miałam wprawdzie od Małgorzaty listę zakupów do całego jadłospisu, ale ponieważ nie pracuję na etat, to pomyślałam, że lepiej kupować na bieżąco, niż robić gigantyczne zapasy i potem się martwić, czy lodówka to pomieści. Poza tym sama nie byłam pewna, które potrawy zjemy – i w ogóle, czy wytrwamy… Czytaj dalej Fasolowy zawrót głowy

Zaczyna się! Diety dzień pierwszy

Po otrzymaniu jadłospisu na siedem dni, z entuzjazmem zrobiliśmy zakupy i już w niedzielę przyrządziliśmy część rzeczy, żeby były gotowe na rano oraz jako spakowane domowe „pudełko”, które można zabrać do pracy. Posiłków miało być w ciągu dnia pięć – śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja. Podwieczorek kojarzył mi się zazwyczaj z jakąś przekąską, przysmaczkiem poobiednim (deser po prostu), ale u nas był to właściwie znów obiad. Małgorzata uwzględniła to, co jej napisaliśmy wcześniej w formularzu, czyli nie tylko ulubione potrawy, ale też i realne godziny spożywania posiłków w odniesieniu do obowiązków dnia codziennego.

I tak w poniedziałek (i wtorek) mieliśmy jeść: Czytaj dalej Zaczyna się! Diety dzień pierwszy