Jak samej skorzystać na odchudzania męża

Zasadnicze korzyści, jakie można odnieść dzięki odchudzeniu męża, są dwie:

  1. Chudszy mąż.

  2. Chudsza Ty.

Zacznijmy od faceta

Najtrudniej jest go zmobilizować (nie zmusić!). Jeśli jednak odpowiednio go zmotywujemy, to on sam zechce tego dokonać – i to już, drogie panie, będzie połowa sukcesu. ;) Dalej tylko trzeba będzie go wspierać podczas całego procesu odchudzania, zachęcać, motywować, nagradzać… :D

Co my będziemy z tego miały?

Po pierwsze – niezłego przystojniaka (może takiego, jakiego poznałyśmy, a może nigdy wcześniej nie widziałyśmy i się nie spodziewałyśmy?). Z tym wiąże się oczywiście ryzyko, że na takie ciacho zaczną lecieć inne babeczki. Ale cóż, jak się chce mieć maczo, to takie są koszta. :D

Po drugie – zdrowszego faceta. Wygląd to jedno, ale skutki nadwagi czy otyłości są dużo bardziej groźne niż kwestie estetyczne. Jeśli koło czterdziestki wyniki badań wskazują na początki cukrzycy czy problemy z cholesterolem, to samo już nie zniknie. To jednak moment, kiedy możemy „złapać” i nie dopuścić do rozwoju i pogłębiania się różnych dolegliwości.

Lepsze zdrowie, mniejsza waga to także – po trzecie – większa sprawność fizyczna, lepsza kondycja. To można wspólnie wykorzystać na wiele sposobów. ;)

I na koniec – last but not leastodchudzając faceta, same możemy schudnąć. Naprawdę. I nie zaprzeczam tym swojemu wcześniejszemu wpisowi. Nie chodzi mi bowiem o to, by zaplanować odchudzanie w tym samym czasie, co mąż, ale żeby schudnąć niejako „przy okazji”.

Jak to możliwe?

Najważniejsze, co można zrobić, żeby schudnąć (i to odnosi się do obojga), to zmienić nawyki żywieniowe, jeść bardziej świadomie. Pisałam już, że czuję się współodpowiedzialna za nadwagę męża. Źle gotowałam – w sensie jakości jedzenia. Dieta pokazała nam, mi, czego unikać, co wyeliminować z codziennego jadłospisu, a na co warto kłaść nacisk. I chociaż marudziłam, że nie smakują mi potrawy, które gotowałam dla męża, to jednak uważnie analizowałam składniki i dowiadywałam się (z internetu czy od naszej dietetyczki), dlaczego to właśnie jest lepsze.

Podczas odchudzania męża ja schudłam też częściowo dlatego, że miałam więcej pracy z przygotowywaniem posiłków (same zakupy czy nawet zrobienie listy było mocno angażujące). Z jednej strony wydaje się, że powinno być wygodniej – nic nie muszę sama wymyślać, wszystko jest napisane. Z drugiej jednak – wiele z tych potraw było dla mnie nowych, więc przyrządzałam je dłużej. I co dwa dni zmiana (i tak dobrze, że nie codziennie). Pisałam, że wiele z tych potraw smakowało mi mniej albo wcale, więc po jakimś czasie nie miałam już czasu albo chęci, żeby przygotowywać oddzielnie dania dla niego i dla siebie. W związku z tym jadłam po prostu mniej. Mniej też pojawiało się w naszym domu przekąsek czy ciast – żeby też nie tworzyć mężowi dodatkowych pokus.

Dieta męża wymusiła też większą regularność posiłków, co też korzystnie wpłynęło na moją linię. Dodatkowo bardziej zaczęłam pilnować jedzenia ostatniego posiłku przynajmniej trzy godziny przed snem.

A zatem wysiłek włożony w odchudzanie swojego faceta może mieć dobry wpływ również na nas. Dodatkowo może dojść wspólne uprawianie sportu (niech to będą nawet spacery), co też pozytywnie wpłynie na naszą linię.

I wiecie, co jest w tym najfajniejsze? Że my, drogie panie, możemy pójść w nagrodę na pączka. ;)