Model w domu

Problem z odchudzaniem polega na tym, że aby było skuteczne, nie wystarczy zmiana sposobu odżywiania na jakiś czas, lecz musi być to decyzja w zasadzie na całe życie. Brzmi poważnie, ale taka jest prawda. Bo żadne diety „cud” – tygodniowe czy miesięczne – nie sprawią, że po ich zakończeniu waga się utrzyma. Przeciwnie, często mamy do czynienia z efektem jojo, czyli powrotem do wagi sprzed diety, a nawet jej przekroczenie. Jedynym skutecznym sposobem jest więc po prostu wprowadzenie stałych zmian w codziennym żywieniu, by pozwoliły one z jednej strony na redukcję dotychczasowej nadwagi, a z drugiej – utrzymanie wymarzonego efektu.

Chyba właśnie osiągnęliśmy ten etap. My, a właściwie mój Mąż, pilnuje liczby i regularności posiłków. Nie zawsze jest to możliwe i myślę, że nie ma co przesadzać – jeśli jakiś posiłek „wypadnie” z planu dnia, to cóż, mówi się trudno. Ważniejsze jest, by później tych posiłków nie nadrabiać, zwłaszcza późnym wieczorem. ;)

Dużą zmianą w naszym jadłospisie jest wprowadzenie do codziennego menu pewnych stałych elementów, jak ciemne pieczywo czy makarony (zamiast białych) i generalnie ich ograniczanie, podobnie jak słodyczy czy słodzonych napojów. Zamiast tego – więcej warzyw i owoców (z tym akurat mój Mąż nie ma problemu), mięsa i zdrowych przekąsek. Kostka czy dwie gorzkiej czekolady też dadzą wiele przyjemności, a o ile to zdrowsze zarazem niż pączek. Staram się czasem przygotować czipsy warzywne, ale mogą być też orzeszki czy właśnie jakiś owoc. Najtrudniej pewnie będzie zimą, gdy świeżych warzyw i owoców jest mniej, ale na te zmartwienia przyjdzie czas. :)

Próbowaliśmy wprowadzić do diety koktajle i dalej co jakiś czas staram się serwować Mężowi jakiś zdrowy i smaczny napój. Koktajle są fajne, bo napełniają żołądek i pomagają przetrwać kryzysowe napady głodu, na pewno mają wiele wartości i – w zależności od składu – być prawdziwą bombą witaminową. Niektóre warzywa czy owoce ciężko byłoby zjeść samodzielnie w takich ilościach, gdyby nie były przetworzone – a tak, proszę, koktajl z jarmużu czy z dodatkiem selera naciowego „łykał się” bez problemu. Najlepszy ze wszystkich okazał się jednak napój z grejpfruta – owoc zblendowany z wodą mineralną, niekiedy z odrobiną korzenia imbiru. Dla mnie byłoby nie do przełknięcia, ale Mąż lubi, a grejpfrut przy odchudzaniu jest zalecany, więc niech ma… :)

I tak wygląda po roku nasze odchudzanie. Waga powoli, ale systematycznie spada w dół. Jeśli uda się wreszcie dodać do tego jakąś większą aktywność fizyczną – prędzej czy później będę mieć w domu modela. A wtedy ja będę musiała poszukać diety „cud”. :D