Dlaczego postanowiłam odchudzić męża?

Odchudzanie się wcale nie jest łatwe, o czym pewnie więcej wiedzą kobiety. Zarówno o odchudzaniu siebie, jak i swoich partnerów. Zwłaszcza to drugie okazuje się prawdziwym wyzwaniem, z czego – szczerze mówiąc – nie zdawałam sobie sprawy. Jednak wystarczyło pobieżnie przejrzeć internet, by zauważyć, że większość porad dietetycznych kierowana jest głównie do kobiet, chociaż nie zawsze to one muszą się odchudzić. Ale znowu – fora internetowe pełne są pytań: „Jak przekonać męża/chłopaka/partnera, że powinien schudnąć?”, albo: „Jak go karmić, żeby nie zauważył, że je coś innego niż zawsze?”. Moim zdaniem – nie da się. Jeśli ktoś nie chce, to nie da się go zmusić do zdrowszego jedzenia, wysiłku fizycznego czy na przykład ograniczenia słodyczy. Nawet jeśli w domu dostanie zbilansowany posiłek, co przeszkodzi dorosłemu człowiekowi, który pracuje i zarabia, po prostu dojeść poza domem?

Dlaczego jednak mężczyźni nie rozumieją, że powinni walczyć z nadwagą lub otyłością?

I jak przekonać takiego osobnika, żeby „coś ze sobą zrobił”? Wydaje mi się, że dla wielu panów walka ze zbędnymi kilogramami kojarzy się z ogromnym – i często ich zdaniem niepotrzebnym– wysiłkiem. Bo to kobieca cecha dbać o swoją sylwetkę, o swój wygląd, a brzuszek czy kilka podbródków u faceta to tylko znak, że stać go na to, by mógł dobrze zjeść. Albo jest w jego życiu kobieta, która go dobrze karmi. I w sumie co komu przeszkadza te kilka kilogramów?

Ale tak naprawdę panowie – i nie tylko oni – nie chcą się odchudzać z innego powodu.

Bo to jest trudne. Każdy, kto kiedykolwiek się odchudzał, wie, że to żmudny, długotrwały proces, a efekty często przychodzą późno i nie zawsze takie, jakich oczekujemy. Za to jest ciężko, bywa głodno i źle. ;) Do tego jeszcze zewsząd dobre rady, co powinno się jeść, co ćwiczyć, a w ogóle to na pewno się obżerasz. Oczywiście, zazwyczaj nie z powietrza nabiera się dodatkowych kilogramów, ale – pomijając choroby – często jest to efekt długotrwałych złych nawyków żywieniowych, spowodowanych przyzwyczajeniem czy wymuszonych trybem życia. Na szczęście nawyki można zmienić. To wprawdzie też nie zawsze bywa lekkie i przyjemne, ale warto pomyśleć, dla jakiego celu tak się staramy. Może wtedy będzie ciut łatwiej.

A jak jest u nas?

Mój mąż sam postanowił zabrać się za walkę ze swoim brzuchem, ale ja mu pomagam, bo po pierwsze dobra żona powinna wspierać męża, a po drugie – na pewno się do tej jego nadwagi przyczyniłam. Jednak decyzję o odchudzaniu podjął on sam, co jest bardzo ważne. W tej chwili mija pierwszy tydzień jego diety. Jutro pierwsze – po tygodniu – ważenie. Jesteśmy niesamowicie ciekawi, jakie będą efekty. Bo ten pierwszy tydzień wcale nie był łatwy.

Zanim jednak o tym, najpierw opowiem, jaką drogę przeszliśmy, by dotrzeć do tego momentu. Bo – rzecz prosta – by zacząć odchudzanie, mąż musiał najpierw przytyć. Jak to się stało? ;)